Archiwum dla czerwiec 2011

Judasze nie znają prawa

Nawet co czwarty haker w USA współpracuje ze służbami federalnymi, głównie z FBI i Secret Service – ustalił po dziennikarskim śledztwie brytyjski dziennik „Guardian”. – Hakerzy idą na ugodę ze względu na wysokie kary, które im grożą – komentuje Eric Corley, znana postać środowiska hackerów, prowadzący internetowy magazyn „2600: The Hacker Quarterly”. – Nie znają też prawa, więc łatwo ich zastraszyć: czasami FBI werbuje tych, którzy nie zrobili nic nielegalnego, ale nie wiedzą o tym – dodaje Corley.
Hakerzy wcieleni w szeregi służb donoszą na swoich kolegów. Jak Adrian Lamo, nazywany wśród hackerów Judaszem, bo wydał Bradleya Manninga (ten był żołnierzem, który wynosił na płytach tajne dokumenty o działaniach wojskowych USA i dostarczał je portalowi WikiLeaks).
Specjaliści zastanawiają się, czy FBI działa legalne szantażując hakerów. Barack Obama nie zabrał głosu w tej sprawie. Za to głos – w swoim stylu – zabrali hakerzy. Zaatakowali organizację InfraGard i wykradli 180 tysięcy haseł jej pracowników. InfraGard zajmuje się bezpieczeństwem w internecie i współpracuje z FBI.

– Wojtek Piesta

Trzask lustra nie zakłóci prezydenckiego orędzia

Reporterzy mogą teraz fotografować prezydenta USA w czasie rzeczywistym podczas telewizyjnych przemówień i orędzi wygłaszanych z Białego Domu.
Od lat 70-tych trzask migawek nie zakłócał takich przemówień – fotografowie wchodzili później, prezydent powtarzał fragment orędzia, w tym czasie robiono zdjęcia.
Po ostatnim przemówieniu z 1 maja – w którym Barack Obama informował o zabiciu Osamy Bin Ladena – fotoreporterzy Reutersa i AP ujawnili, jak utrwalane są mowy głowy państwa. W odpowiedzi Biały Dom zapowiedział rezygnację z powtarzania mów dla reporterów.
Po negocjacjach z przedstawicielami fotografów urzędnicy znów dopuścili do robienia zdjęć. I to „na żywo”, podczas transmitowanego orędzia. Są jednak warunki. Wstęp do sali ma tylko jeden fotograf, wybierany spośród reprezentantów Associated Press, Agence France-Presse, Reuters’a lub The New York Times’a. Każdy musi używać konkretnego typu lustrzanki, której lustro ma zostać unieruchomione, by nie hałasowało. Zabronione jest błyskanie lampami.
Fotografa w danym dniu wybierać będą sami dziennikarza, a jego zdjęcia mają być dostępne dla innych agencji.

Papier w dołku

Wartość sprzedaży prasy drukowanej w USA osiągnęła poziom najniższy od niemal 30 lat. The Newspaper Association of America poinformowała w tym tygodniu, że sprzedaż drukowanych gazet w trzech pierwszych miesiącach roku spadła o 9,5 procent – w porównaniu z tym samym okresem 2010 roku. Wartość sprzedaży wyniosła 4,7 miliarda dolarów, najmniej od 1983 roku. Jest to jednocześnie 45 procent sprzedaży z pierwszego kwartału roku 2006 – ostatniego, w którym odnotowywano wzrost w porównaniu z latami poprzednimi. Z prasy odpływają ogłoszenia i reklamy, przenosząc się do internetu i telewizji, prasa ogranicza więc na przykład pieniądze na inwestycje. Rokowania nie są jednoznaczne, przeważają pocieszające głosy, że nie jest źle, bo przyszły rok może być gorszy.

Częściej giną reporterzy lokalni, niż zagraniczni korespondenci

Żadne z 92 morderstw dokonanych na dziennikarzach w Iraku w ciągu minionej dekady nie zostało wyjaśnione – czytamy w Rankingu Bezkarności (Impunity Index). Raport przygotował Comittee to Protect Journalists, niezależna organizacja z siedzibą w Nowym Yorku. Sprawdziła liczbę niewyjaśnionych zabójstw dziennikarzy z lat 2001-2010 i podzieliła ją na każdy milion mieszkańców kraju (na przykład w Iraku wskaźnik ten wynosi 2,9), tworząc listę najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Znalazły się na niej kolejno:
1. Irak
2. Somalia
3. Filipiny
4. Sri Lanka
5. Kolumbia
6. Afganistan
7. Nepal
8. Meksyk
9. Rosja
10. Pakistan
11. Bangladesz
12. Brazylia
13. Indie
Z raportu wynika, że zabijani są najczęściej nie zagraniczni reporterzy, lecz dziennikarze lokalni. Autorzy raportu twierdzą, że za zabójstwa odpowiedzialne rządy państw, które nic nie robią, by zapobiec prześladowaniu dziennikarzy.
Na dzień przed opublikowaniem Indexu w Pakistanie znaleziono ciało Saleema Shahzada, który zaginął w niedzielę. Dziennikarz badał powiązania tamtejszych służb z Al-Kaidą.

Klikając w papier najwyżej pobrudzisz sobie palec drukarską farbą

Bezpłatny dziennik Agory „Metro” od dwóch dni ukazuje się w nowej makiecie. Według redaktora naczelnego gazety taki układ „lepiej odpowiada stylowi życia czytelników, lepiej oddaje charakter gazety i nawiązuje do grafiki internetowej”.

Przeglądam egzemplarz wydany po nowemu i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z tym stylem życia coś musi być nie tak – „Metro” jest brzydsze. Nowy układ artykułów na stronie to raczej wskazówka, że nie wszystkie rozwiązania, które świetnie funkcjonują na stronach internetowych, sprawdzają się w gazecie.

Nawet dobre zdjęcia umieszczane na jednakowej wysokości zlewają się i nie zwracają uwagi czytelnika. To samo dotyczy artykułów: wcześniej były łamane różnorodnie, teraz drukowane są na obszarach przypominających identycznych rozmiarów ramki i trudno zorientować się, gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi. W Internecie to działa, na papierze niekoniecznie.

Polacy gustują w przerywniku na „k…”. „Metro” (odpowiadając na ich styl życia?) też wprowadziło przerywnik-odnośnik: na żółtej strzałce przy niektórych tekstach pojawia się napis „klik”. Wyraźne, ale na papierze nieco groteskowe, „nawiązanie do grafiki internetowej”.

Zdumienie ogarnęło mnie też, gdy trafiłam na rubrykę „Wczoraj się czytało”, która zawiera cytaty z innych mediów. Tytułowy zwrot czyta się tak niezgrabnie, że do dziś zgrzytam zębami.

Nowe „Metro” ma też dobre strony. Przejrzyście prezentuje się dział Nieruchomości – zdjęcia są duże, a niebieskie nagłówki uspokoiły mnie po szoku pierwszych stron. Kultura zrezygnowała z długich blach tekstu – teraz krótsze czyta się znacznie lepiej.

Ogólne wrażenia mam jednak kiepskie. Zmartwił się też chyba papier, na którym drukowana jest gazeta –  schudł jakoś i poszarzał. Teraz blednie na nim nawet czerwone logo „Metra”.

– Marcelina Szumer