Archiwum dla luty 2012

Ale kamera mu nie zadrży

Fotoreporter to jeden z najbardziej stresujących zawodów – ocenia CareerCast.com, amerykański portal dla szukających pracy. Walletpop.ca – kanadyjski serwis finansowy – także umieścił fotoreportera w dziesiątce najbardziej zestresowanych pracowników. Na tych samych listach są też żołnierze, strażacy i policjanci. Fotoreporteży „pracują często na pierwszej linii” – uzasadnia CareerCast. „Niebezpieczeństwa w pracy, deadliny i możliwość awarii sprzętu” – to zdaniem portalu największe czynniki stresujące. Rok temu w zestawieniu CareerCast.com był też prezenter wiadomości, tym razem nie ma go na liście.

Owoc złego

Mimo że ekspedientka walczyła, nie udało jej się odebrać jabłka, za które klient nie zapłacił ani grosza. 63-letni mężczyzna, wychodząc ze sklepu w Zakrzówku (lubelskie), wziął sobie jabłko. Ekspedientka upomniała go, aby odłożył towar. Mężczyzna nie zareagował. Kobieta usiłowała wyrwać mu owoc, ale klient odepchnął pracownicę i uderzył ją drzwiami, po czym zablokował wejście od zewnątrz, co uniemożliwiło ekspedientce pościg. Kobieta wezwała więc policję, która schwytała sprawcę.

O zdarzeniu pierwszy napisał Kurier Lubelski

Sprawna akcja policji

10 pączków i dwa kefiry zrabowano mężczyźnie w Lublinie. Napad miał miejsce w środę przed Tłustym Czwartkiem. Młody mężczyzna wracał z reklamówką z pracy, gdy powaliło go dwóch napastników. Zabrali torbę i uciekli. Przypadkiem chwilę później ulicą jechał radiowóz. Policjanci ruszyli na pomoc i przeszukując okolicę zauważyli dwóch uciekających mężczyzn. Funkcjonariusze dogonili ich, aresztowali, zaś pokrzywdzonemu – zwrócili zakupy.

O napadzie czytaj w Kurierze Lubelskim

Rottweiler pogonił Pudelka

Portal Pudelek zajął się ACTA i to niestety na poważnie. Gdyby jak zwykle, pudelkowo, opisał, w co był ubrany premier, gdy tłumaczył się internautom albo gdyby zaprezentował galerię zdjęć ukazujących radość ministrów ze schwytania użytkowników w światową sieć ustaleń!

Ale nie. Jest poważny tekst o poważnej sprawie i o tym, że Pudelek poczuł potrzebę obwąchania czegoś więcej, niż pupa Dody. Znacznie więcej! Portal poucza, że poważne media całkowicie zawiodły nie pisząc (bądź kłamiąc) o ACTA.

To jeszcze nic. Czytaj dalej »

Koc w pianie

Dwa zastępy opolskich strażaków gasiły koc na Hubala. Ogień został ugaszony za pomocą jednej gaśnicy. Nikt nie ucierpiał.

Więcej w Nowej Trybunie Opolskiej

Spłonęła, choć była piękna i zadbana

Po jej urodzie nie ma już śladu

Rekreacyjna altanka doszczętnie spłonęła na terenie ogródków działkowych „Nad zalewem”. Pożar wybuchł przed godziną 15. Na miejsce przyjechały dwa wozy państwowej straży pożarnej ze Szczecina i jeden wojskowej. Ogień szybko strawił jednak budynek.
– To była piękna altanka – mówi właścicielka pobliskiej działki. – Właściciel o nią dbał.

O sprawie pierwszy napisał Głos Szczeciński

Głaskał zbyt czule

Wstydzę się, chociaż wszyscy sąsiedzi wiedzą o upodobaniach ojca – mówi córka Władysława D. Mężczyzna stanął przed Sądem Rejonowym w Krośnie. Prokuratura oskarża go o znęcanie się nad psem przez obcowanie płciowe. Oskarżony na pierwszej rozprawie nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. – Ja tylko głaskałem psa – tłumaczył Władysław D.
Córka twierdzi, że do molestowania ostatni raz doszło w sobotę. – Zabrał psa do pokoju. Kiedy tam weszłam zobaczyłam, że leży z nim w łóżku i molestuje zwierzę. Nie chcę opisywać, co robił. Wezwałam policję, ojca zabrali do wytrzeźwienia.
– Pies był u mnie, ale ja go tylko karmiłem wędliną – mówił Władysław D.
– Zaczęło się jakieś 5 lat temu – mówi córka. – Jego pierwszą ofiarą był pies, samiec. Zaczął chorować, uśpiłam go. Syn chciał małego kundelka, z którym mógłby chodzić na spacery. Kupiłam szczeniaka. Historia zaczęła się powtarzać. Moje dzieci widziały, co on robi temu psu. Miarka się przebrała.
Suczkę reprezentowała w sądzie Sylwia Stapińska – Litkowska, pełnomocnik Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt. – Będziemy domagać się bezwzględnego pozbawienia wolności na rok – mówi adwokat.

Więcej w rzeszowskich Nowinach.

Spadł, ale nie upadł

Tylko zamortyzowałam upadek – tłumaczy skromnie logopeda, na którą z pierwszego piętra spadł czterolatek. Do wypadku doszło w Łobżenicy (wielkopolskie). Pani  Patrycja szła na swoje zajęcia w szkole, gdy nagle usłyszała płacz. Uniosła głowę. W oknie na pierwszym piętrze stało dziecko. W pewnym momencie chłopczyk zaczął spadać.

Infografika przedstawia prawdopodobny tor lotu dziecka

Kobieta instynktownie wyciągnęła ręce, aby złapać dziecko w locie. Wpadło w jej ramiona, jednak wyślizgnęło się i spadło na chodnik. – Nic mu się nie stało, miał tylko kilka niegroźnych otarć – informuje Tomasz Wojciechowski z pilskiej policji.
Wcześniej matka wyszła do przedszkola odprowadzić starsze dziecko. Nie wiadomo, co się stało, że chłopiec otworzył okno i wszedł na parapet.
Mieszkańcy Łobżenicy są wstrząśnięci wypadkiem, ale nie potępiają matki. – To normalna rodzina, mają trójkę dzieci. Nie biegają same po ulicy, nie chodzą głodne – zapewnia mężczyzna mieszkający w tym samym budynku.
Malec miał dużo szczęścia. Choć dom, w którym mieszka, znajduje się między urzędem gminy i podstawówką, a naprzeciwko jest kościół, to ulicą chodzi niewiele osób.

Więcej w Głosie Wielkopolskim.