Echo podsłuchów uderza w media na Antypodach

Po brytyjskim skandalu podsłuchowym australijski rząd chce przyjrzeć się krajowym mediom, z których aż 70 procent należy do Ruperta Murdocha. Sprawa tak naprawdę ma podłoże polityczne: do prześwietlenia mediów wzywają politycy z lewej strony, ponieważ media Murdocha uznawane są za popleczników strony prawej.

Ostatnio premier Julia Gillard ma Murdocha na oku. Fot. MystifyMe Concert Photography - Troy

Stephen Conroy z centrolewicowej Partii Pracy, minister ds. internetu, komunikacji i gospodarki cyfrowej, zapowiada, że media sprawdzone zostaną pod kątem ewentualnych ingerencji w prywatność obywateli. Prześwietlony też zostanie krajowy regulator rynku – Australian Press Council. Minister nie zgadza się z sugestiami Zielonych, lewicowego koalicjanta, by przeprowadzić śledztwo wprost w sprawie australijskich konsekwencji afery podsłuchowej w Wielkiej Brytanii. Ale i Conroy wtóruje opiniom polityków, że prasa Murdocha nie jest obiektywna i ma zbyt duży wpływ na rynek mediów.

Twierdzenia te zdaje się potwierdzać reakcja Tony’ego Abbota, lidera konserwatywnych, opozycyjnych Liberałów, który twierdzi, że żadne śledztwa nie są potrzebne. – To wszystko wygląda na próbę zastraszenia mediów – przekonuje.

Protesty zapewne nie na wiele się zdadzą, bo w ostatnich miesiącach australijska firma Murdocha – News Ltd. – ma na pieńku z premier Julią Gillard. Jedna z gazet bezzasadnie zamieszała premier w defraudację.

Brytyjska afera doprowadziła już do zamknięcia londyńskiego tabloidu News of the Word oraz aresztowania 16 osób, gdy wyszło na jaw, że gazeta zlecała podsłuchiwanie telefonów celebrytów oraz ofiar przestępstw i zamachów.

– wiec

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Tumblr
  • Ulubione

Skomentuj

*