Media publiczne w Egipcie są zastraszane przez armię

Cenzura i korupcja są teraz gorsze, niż w czasach Mubaraka – twierdzi Shahira Amin, znana egipska dziennikarka. Według niej w mediach rządzi armia. – Każda informacja jest przed emisją przeglądana, co wcześniej nie miało miejsca, używano tylko systemu monitorowania treści. Po prostu armia zastąpiła Mubaraka. I zastraszają jeszcze mocniej, niż on – ocenia 52-letnia dziennikarka w rozmowie z The Guardian.

Shahira Amin odeszła 3 lutego tego roku z państwowej informacyjnej Nile TV. Dzień wcześniej zwolennicy Mubaraka na koniach i wielbłądach wjechali w tłum protestujących na placu Tahrir w Kairze. Zginęły trzy osoby, raniono 1500. Dziennikarka i prowadząca, zmuszona do pominięcia tej informacji w wiadomościach (choć była też wiceszefową stacji), zrezygnowała z pracy. Teraz wspomina, że właściwie tylko podczas ostatniej egipskiej rewolucji czuła się prawdziwą dziennikarką.

Amin w egipskiej telewizji pracowała od 1989 roku, od 2000 współpracowała nieregularnie z CNN. Za czasów Mubaraka jej maile były kontrolowane, telefon podsłuchiwany, a ona śledzona. – Mubaraka nie ma, ale jego kosztowna machina propagandowa istnieje – mówi Amin.  Przyznaje, że łatwiej jej było rzucić pracę w Nile TV ze względu na współpracę z CNN. Teraz jest korespondentką amerykańskiej stacji. I wielu egipskich dziennikarzy wręcz boi się z nią kontaktować – twierdzi Amin.

W maju wróciła do Nile TV – z poparciem samej Hilary Clinton. Pracuje tam na własnych warunkach, prowadząc swój program, w którym rozmawia ze znanymi na świecie osobami. Pierwszym jej gościem była właśnie amerykańska sekretarz stanu. Teoretycznie Amin jest samodzielna, ale każdy materiał związany z wojskiem lub rządem musi uzyskać akceptację służb spoza telewizji.

Zdaniem Shahiry Amin problemem publicznych mediów w Egipcie jest nie tylko zbyt silny nadzór państwa. Sami dziennikarze nie szukają newsów, rzadko opuszczają redakcje, by znaleźć informacje na mieście, w terenie.  – To nie są prawdziwi dziennikarze, oni chcą tylko dostać pensję – mówi Amin i ma nadzieję, że świat zainwestuje w szkolenia dla nowych dziennikarzy.

Dziennikarka widzi też pozytywy: po rewolucji powstały niezależne gazety i kanały informacyjne, a młodzi aktywiści swobodnie korzystają z social-mediów (szczególnie Twittera) w rozpowszechnaniu wiadomości. – Ludzie przestają się bać, ale energii do zmian w mediach może być za mało. Kontrola nad nimi wciąż jest bardzo silna – tłumaczy Amin.

 – wiec

Rozmowa z Shahirą Amin po jej rezygnacji z pracy w Nile TV


Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Tumblr
  • Ulubione

Skomentuj

*