Nieukontentowany

SZUMER I WIECZOREK ODPOWIADAJĄ. Zaszczycił nas recenzją Paweł Pollak – pisarz, tłumacz literatury skandynawskiej i człowiek, który (co łatwo stwierdzić po przejrzeniu internetu) lubi wziąć na tapetę cudzą pracę, rozłożyć ją na kawałki, by walić w nią młotkiem. Pan Paweł na swym blogu znów więc kpi, uderza, udowadnia i tak dalej. Dużo tu zachwytu nad swym dowcipem, tekst jest zatem przydługi, ale łatwo skracalny nawet dla średnio uzdolnionego redaktora (przy okazji wyrzuciłby kilka wulgaryzmów). Nie każdy rozpędzony autor ma jednak redaktora, więc o długości nie ma co mówić.

Autorowi nie spodobał się nasz artykuł „Tłumaczenie tłumaczy”, który napisaliśmy do kwietniowego „Bluszcza”. Opisaliśmy w nim różnice, jakie pojawiają się przy tłumaczeniu tego samego tekstu przez różne osoby. Opisaliśmy jako dziennikarze, nawet nie jako „domorośli znawcy translatoryki” – jak łaskawie i na wyrost nazwał nas pan Paweł Pollak. Tak, nie tłumaczymy książek. I od dziś będziemy apelować, by o mleku w gazetach pisali mleczarze, o wojsku kaprale, a o czkawce – niemowlęta.

W tekście w „Bluszczu” przytaczaliśmy opinie i teorie znanych pisarzy oraz krytyków. Czy pan Paweł nie chciał z nimi polemizować wprost i dlatego ich opinie przypisywał nam? Polemika z Marceliną Szumer i Pawłem Wieczorkiem wydaje się bezpieczniejsza?

Weźmy pretensje o tłumaczenia Szekspira. Wyraźnie napisaliśmy, że cytaty, na które się powołujemy, opisał w swojej książce wybitny i niezwykle złośliwy oraz zadufany w sobie – dokładnie jak autor recenzji – Stanisław Barańczak. Również to do jego opinii i stworzonej przez niego teorii przekładu odwołujemy się, gdy piszemy o liczbie liter i sylab w tłumaczeniu pierwszego zdania. Tu przyznajemy: przytoczone zdanie z Biblii nie jest jej zdaniem pierwszym. Jest trzecim wersem pierwszego rozdziału. Zgadzamy się z panem Pawłem, że jest to święta księga dwóch narodów, ale – jak wiele innych osób – uważamy, że można ją czytać jak dobrą powieść przygodową. Mamy nadzieję, że takie określenie nie uraziło uczuć religijnych autora recenzji i że nie z tego powodu podjął tak zdecydowaną polemikę z całym naszym tekstem.

Jeśli chodzi o Kubusia Puchatka – jego przykład naturalnie, że jest oczywisty. Ale to nie powód, by go pomijać. I nadal uważamy, że oryginał jest znacznie bardziej dowcipny niż tłumaczenie Adamczyk. Czytaliśmy bowiem i tłumaczenie, i oryginał – o czym również napisaliśmy w tekście, co autor (nie pierwszy raz w swej recenzji) przemilczał.

Pan Paweł Pollak bawi się swoimi słowami tak wyśmienicie, że z faktów wybiera tylko te, które pozwolą mu zachwycić się swoim poczuciem humoru (do tego ma monopol na owe poczucie, gdyż nasze żarty denerwują go, nie śmieszą).

O sobie dowiedzieliśmy się, że nasze zawodowe życie sprowadza się do dostarczania kontentu na zamówienie. O tak! Szczerze mówiąc chętnie wykonalibyśmy komercyjny kontent, który obszernie wypełniłby branżowe lub tematyczne portale. Tak obszernie, byśmy mogli leżeć na Wyspach Szczęśliwych, zamiast wciąż pisać artykuły do prasy, zbierać materiały, sprawdzać, dzwonić, rozmawiać w dziwnych miejscach… Wykonywać całą tę żmudną dziennikarską robotę, o której pan Paweł pewnie kiedyś gdzieś czytał.

My zaś, by lepiej zrozumieć metodę pisarską pana Pawła Pollaka, zrobiliśmy eksperyment – zajrzeliśmy do opinii o jego książkach. I też wyciągnęliśmy tylko jeden fragment: „Nuda. Totalna romansowa nuda. Więcej po żadną książkę tego autora nie sięgnę. Skusiłam się po recenzjach, ale teraz żałuje”.

Cieszymy się, że w tym wiadrze pomyj, jakie szanowny Pan zechciał wylać na nasze głowy, znalazło się choć jedno miłe zdanie: „przykład z Zellerem ciekawy”. I tak się składa, że dobrze wiemy, co Zeller miał na myśli, gdy recenzował polskie tłumaczenia swych wierszy. Spotkaliśmy się z nim 20 lutego w Warszawie – o czym piszemy w pierwszym akapicie tekstu (autor recenzji nie wspomniał, że to napisaliśmy? no, jakoś nie wspomniał). Jesteśmy pełni podziwu, że pan Paweł – nie czytając ani wierszy, ani przekładów – wie lepiej od rozmówców Zellera, że poeta mógł mieć na myśli nawet kupę dinozaura. Skojarzenia godne raczej pisarza s-f, niż kryminałów i romansów.

Pan Paweł niewątpliwie mocno chwycił nasz tekst i wycisnął z niego, ile się dało. Nie jest zapewne małostkowy, raczej jest dokładny. Niewiele osób dostrzegłoby przecież różnicę w cytowaniu tytułu „Po wieży Babel” i „Po Wieży Babel”. A on dostrzegł. Jeszcze mniej osób poświęciłoby czas na dokładne omówienie tak rażącego błędu.

O tym zaś, rze literufki się zdażają, nasz recenzent – jako pisaż i czytelnik – znakomicie powinien wiedzieć. Jeśli ma szczenście i w jego ksiąrzkach błenduw nigdy nie było (od czego jest redaktor i korekta w wydawnictwie, prawda?), to morze sięgnąć na pułkę po jakąś starszą póblikację. Taką, w kturej jeszcze znajdzie erratę.

Marcelina Szumer, Paweł Wieczorek

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Tumblr
  • Ulubione

Skomentuj

*