Szmata do kominka

Znany bloger oburzył się na dziennikarzy i teraz – po małpie w czerwonym – mamy hienę w czerwonym. Hieną jest podobno operator TVN24, który zostawił włączoną kamerę, gdy Mikołaj Przybył, wojskowy prokurator z Poznania, poprosił dziennikarzy o chwilowe wyjście z konferencji prasowej. Następnie prokurator postrzelił się w głowę. Są też szmaty – dziennikarze, kamerzyści i fotoreporterzy, którzy wbiegli do pokoju. I zajęli się swoją pracą.

Są szmatami, bo jakoby wszyscy powinni pomagać rannemu (a zajęło się nim – o zgrozo – tylko dwóch). Jak kilkanaście osób ma jednocześnie pomagać jednej osobie? Co konkretnie mieliby robić? Niech krytycy rozpiszą role. Ale niech pamiętają, że w karetce pogotowia jeździ dwóch, nie dwunastu, ratowników.

Pretensje o włączone kamery (poza TVN24 także TVP Info)? Przecież pozwolono na zostawienie sprzętu. A prośba o opuszczenie sali – na chwilę i na początku konferencji – brzmi niezwykle. Co się za nią kryje? Dziennikarz ma szukać odpowiedzi na pytania. Czy nie okazało się interesujące nagranie sprzed niemal 10 lat, gdy producent filmowy składał korupcyjną propozycję? Tylko jeden z rozmówców wiedział wtedy o włączonym dyktafonie.
Trudno oczekiwać od dziennikarza, że na dziwną prośbę lub tajemnicze polecenie będzie reagował jak lokaj.

Bo dziennikarstwo to więcej, niż powołanie lub misja. Dziennikarstwo to zawód. Dziennikarz nie przymyka oczu, nie odwraca głowy. Rejestruje rzeczywistość, a zapis dostarcza redakcji. To jego obowiązek. Ostateczna decyzja o publikacji i tak należy do redakcji.
Jeśli dziennikarz nie rejestruje całości – kreuje. A od tego są literaci i inni artyści.

Iran, rozstrzelanie dziewięciu Kurdów i dwóch byłych policjantów. Nagroda Pulitzera w 1980 roku, pierwszy raz dla anonima. Agencja UPI utajniła nazwisko, by chronić fotografa. Jahangir Razmi ujawnił się jako autor dopiero w 2006 roku.

Widzieliście fotografie, które zdobywały nagrodę Pulitzera? Ich autorzy nie zostali nagrodzeni dlatego, że fotografowali makabrę. Znaleźli się we właściwym miejscu (często z narażeniem życia), we właściwym czasie, a gdy nadszedł kluczowy moment – zachowali zimną krew i pracowali. Doceniono nie okropności na zdjęciach, lecz profesjonalizm autora.
Czy powinni wbiec przed pluton egzekucyjny (lub mordercę) i własną piersią osłaniać skazanych (lub ofiarę)? Czy fotograf uratowałby życie rzucającej się z okna kobiety, gdyby schował aparat i odpychając strażaków próbował ją łapać? Efekt zaniechania lub działania byłby w tych przypadkach żaden, ale chóry krytyki – takie jak teraz w Polsce – na pewno byłyby usatysfakcjonowane.

Czy naprawdę tak źle jest z nami, że aby poczuć się lepszymi, ludzkimi, humanistycznymi i humanitarnymi, jak hieny rzucamy się na ludzi, którzy wykonują swoją robotę?
W takim razie biada dziennikarzom, którzy są w złym miejscu i w złym czasie. Będą szmatami, którymi każdy może wytrzeć sobie gębę.

Paweł Wieczorek

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Tumblr
  • Ulubione

Skomentuj

*