Traktuj dziennikarza jak człowieka, a odwdzięczy się tym samym

Dziennikarz to pamiętliwa bestia. Nie, żeby zaraz mściwa (choć i tak bywa), ale pamiętliwa z pewnością. Nikt przecież nie lubi, gdy coś mu się obiecuje, a potem nie dotrzymuje słowa. Ludzie od PR powinni o tym pamiętać.

Rozczarowania, jakich nieraz doświadczyłam podczas współpracy z przedstawicielami PR, przypomniała mi niedawna historia z grą „Duke Nukem Forever„. Po kiepskich recenzjach, jakie zebrała, na Twitterze agencji zajmującej się promocją gry pojawił się wpis: „Zbyt wielu posunęło się za daleko w recenzjach. Oceniamy właśnie, kto następnym razem dostanie grę do oceny, a kto nie”.

Wiadomość została usunięta, przeprosiny do dziennikarzy wysłane, ale niesmak pozostanie, zaś dziennikarze dostając informację od tej agencji, albo dotyczącą kolejnego produktu firmy, będą komentować znamiennym „A, to ci, co się bali recenzji!”. I pół biedy, jeśli skończy się tylko na komentarzu. Gorzej, jeśli dziennikarz stwierdzi, że w ogóle nie ma ochoty dłużej pracować z firmą. Maile i newslettery będą lądować w koszu, telefony od PR-owców nie będa odbierane. Gdy do artykułu potrzebny będzie komentarz eksperta – z pełną świadomością zadzwoni się do innego.

Skąd to wiem? Bo – choć nie jest to powód do chluby – samej zdarza mi się tak robić. I moim kolegom po fachu też.

Nie wsłuchuję się już na przykład w komunikaty firmy, która niedawno temu poinformowała fotoedytora „Przekroju”, że zdjęcia z premiery pewnego filmu dostarczy pod warunkiem pozytywnej recenzji.

Z pewnym rzecznikiem prasowym też już nie współpracuję. Zapewniał mnie solennie, że załatwił sprawę, którą zgłosiłyśmy mu ze znajomą dziennikarką. Koleżanka sprawdziła i „ściema” PR-owca natychmiast wyszła na jaw, gdy okazało się, że kontrowersyjne ogłoszenie na uczelni jak wisiało na tablicy, tak wisi.

I po co obiecywać? Zapewniać, że się coś zrobiło, skoro nie kiwnęło się nawet palcem, skoro w konsekwencji dziennikarze kilku warszawskich redakcji mówią, otrzymując maile z uczelni: „A, to od tego, który mówił, że załatwił, a nic nie zrobił”.

Cóż, zawiedziona miłość boli najbardziej (o umiłowanie prawdy oczywiście chodzi). Zastanówcie się więc trzy razy, nim coś obiecacie dziennikarzowi.

Marcelina Szumer

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Tumblr
  • Ulubione

2 komentarze “Traktuj dziennikarza jak człowieka, a odwdzięczy się tym samym”

  • Umiłowanie prawdy? Jaki procent Homo sapiens to coś posiada! Moim zdaniem – znikomy. Znałem kreujących wydarzenia, by je opisywać. Przysłowiowy już Strażak-Podpalacz się przypomina. Szanowna Zawiedziona Pani Marcelino! Z tak piękną i niespotykaną wrażliwością ciężko będzie ale…
    Aktorzy mówią o sobie: W tym zawodzie trzeba mieć gruboskórność słonia i wrażliwość dziecka!!!
    Może warto zastosować…? Pozdrawiam!

  • Marcelina Szumer:

    Ze słonia to ja i dziennikarze w ogóle mamy coś innego – długą i dobrą pamięć. O tym właśnie przecież był wpis 🙂

Skomentuj

*