Zamach pianką na Murdocha trywializuje aferę dotąd poważną

Rupert Murdoch uchylający się przed atakującą go pianką do golenia – taki obraz giganta mediów ustawił go w jednym szeregu tabloidowych bohaterów, którzy codziennie wylewają się z należących do News Corporation gazet.

To smutne spostrzeżenie, bo afera podsłuchowa i historia News of the Word zasługują na dużo większą powagę, niż krzykliwe tytuły i zdjęcie Wendi Murdoch. Przecież to ona własnym ciałem ochroniła męża, a potem próbowała znokautować napastnika.

Dodajmy do tego (ale tylko dodajmy, bo prawdziwą bohaterką mediów jest przecież Wendi, nie napastnik), że atakującym był komik.

Tak oto historia z wysokich progów komisji Izby Gmin (jaki kraj, takie gminy i ich progi) zeszła do poziomu magla w suterenie.

Przyczajony różowy tygrys Wendi rzuci się za ułamek sekundy, by chronić bezbronnego Ruperta, do którego zresztą należy The Sun

Z tego poziomu Rebekah Brooks, była naczelna byłego News of the Word lub Andy Coulson, jej następca na tym stołku – oboje aresztowani – zaczynają wyglądać trywialnie niczym złe postacie sitkomu (podobnie jak osiem innych osób, zatrzymanych w sprawie podsłuchów i korumpowania policji).

Jest też pozytywny bohater, ale on już nie żyje – Sean Hoare, były reporter News of the Word, który ujawniał szczegóły na temat podsłuchów. Został znaleziony martwy przed swym blokiem (choć policja uspokaja, że nie ma szczególnych podejrzeń co do przyczyny śmierci).

Każda z tych osób i historii to prawdziwy murdochowy temat. Czyli idealny, by sprzedać go wielkimi literami tabloidów. Tak dużymi, że z Polski zauważamy raczej te sensacyjne tytuły, niuanse giną nam w szczegółach.

A szczegóły są takie, że komik Jonnie Marbles (pseudonim Jonathana May-Bowles’a) jest typem anarchistycznego performera, rzucającego pianką także w innych celebrytów. – Zrobiłem to w imieniu tych wszystkich, którzy zrobić tego nie mogli – wyjaśniał w dzienniku Guardian swoje zamachnięcie na Murdocha. Tłumaczył, że przemysł medialny niedoszłej ofiary jest jednym z najbardziej toksycznych zjawisk w obecnej polityce.

Kolejne zaś drobiazgi? Ze spotkań, obiadków i grillowania z demonami dziennikarstwa z News Corporation (a dokładniej: z jej brytyjskiego ramienia gazetowego – News International) tłumaczą się teraz politycy, w tym premier David Cameron. Szef policji londyńskiej i jego zastępca już stracili pracę, bo splamili się zatrudnieniem jednego z członków kierownictwa News of the Word.

Opozycja bije więc teraz w rząd jak w bęben, a premier i ministrowie bronią się, zapowiadając powołanie ciał, które będą czuwać nad jakością pracy mediów. Młyn polityczny kręci się jak fryga. I tak naprawdę większe konsekwencje dla przyszłości mediów w Wielkiej Brytanii mogą mieć walki polityków, niż sprawa ukarania pojedyńczych, byłych już decydentów z gazet.

Jest jeszcze Rupert Murdoch, ten z pozoru bezsilny starszy pan, którego musiała bronić żona. Jest jego prawa ręka – syn James. Na razie, przed komisją Izby Gmin, zgodnie potępiali działalnośc swoich byłych podwładnych i zapewniali, że o niczym nie wiedzieli. A potem byli tacy śmiesznie bezradni, gdy mężczyzna z pianką na talerzu biegł w ich stronę. Murdoch wszedł w skórę bohatera brukowca. Ale podejrzewam, że mało go to obchodzi.

I tu się z nim zgodzę. Pianka to incydent. Oby podobnych pianek było jak najmniej, bo inaczej afera, dotykająca cierpień i śmierci, stanie się brukową przepychanką, w której to media Murdocha będą wskazywać dobrych i złych bohaterów, żerując – jak zwykle – na uczuciach, nie na logice.

– Paweł Wieczorek

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Tumblr
  • Ulubione

Skomentuj

*