Blog

Zmruż oko patrząc na rzecznika

Przyznaję, że gdy pracowałam w dzienniku, co drugi dzień pisząc o żłobkach, przedszkolach, szkołach i pierwszakach, miewałam tego serdecznie dość. Teraz, gdy o edukacji piszą inni, czytam ich teksty z przyjemnością. Zwłaszcza jeśli są krótkie, treściwie i pozbawione wycieczek personalnych.

Dlatego zdziwił mnie artykuł w jednym z dzienników, w którym autorki piętnują Grzegorza Żurawskiego, rzecznika Ministerstwa Edukacji Narodowej, za to, że prowadząc zajęcia z public relations w pewnej szkole wyższej, uczy oszukiwania.

Bo mówi na przykład, że PR-owcy mają czasem zadanie odwrócić uwagę mediów od jakiejś sprawy i skierować ją na inną albo, że nieraz trzeba zgrabnie udzielić odpowiedzi wymijającej. To właśnie, zdaniem autorek, ma być owo oszukiwanie odbiorców.

Nie rozumiem oburzenia na fakt, że rzecznik MEN edukując nie czaruje misją lub powołaniem. Rzucanie górnolotnych haseł, mijających się z praktyką pracy, a nawet z ideą istnienia PR w ogóle – to dopiero byłoby oburzające i nieprawdziwe. Przecież patrząc na rzecznika zawsze trzeba czujnie zmrużyć oko.

Jednak zdaniem autorek uwagi Żurawskiego są „dowodem na nihilistyczne podejście do informowania”. To prawda, że trikami pr-owskimi już kilka razy wywiódł dziennikarzy w pole. Ale pretensję o to, że my – dziennikarze – daliśmy się nabrać, możemy mieć tylko do siebie.

Marcelina Szumer

Rottweiler pogonił Pudelka

Portal Pudelek zajął się ACTA i to niestety na poważnie. Gdyby jak zwykle, pudelkowo, opisał, w co był ubrany premier, gdy tłumaczył się internautom albo gdyby zaprezentował galerię zdjęć ukazujących radość ministrów ze schwytania użytkowników w światową sieć ustaleń!

Ale nie. Jest poważny tekst o poważnej sprawie i o tym, że Pudelek poczuł potrzebę obwąchania czegoś więcej, niż pupa Dody. Znacznie więcej! Portal poucza, że poważne media całkowicie zawiodły nie pisząc (bądź kłamiąc) o ACTA.

To jeszcze nic. Czytaj dalej »

Medialne stosunki Magdy M.

Kliknęłam, gdy na gazeta.pl zobaczyłam link do artykułu o Magdzie M. Spodziewałam się, że przeczytam coś na temat wznowienia telewizyjnego hitu o dobrodusznej prawniczce.

I było o Tvn, ale inaczej, niż się spodziewałam. Kolega po fachu, dziennikarz Polsatu News Klaudiusz Slezak, opisywał swą wstrząsającą przygodę z Magdą M. Nie prawniczką bynajmniej, lecz oszustką.

Atrakcyjna dziewczyna zaprosiła Slezaka do znajomych na Facebooku twierdząc, że pracuje w Tvn. Wśród znajomych miała wyłącznie dziennikarzy różnych mediów. Slezak zaproszenie przyjął, długo korespondował z koleżanką, choć nie widział jej na własne oczy. Nabrał podejrzeń, gdy po raz kolejny wykręciła od spotkania. Przeprowadził dziennikarskie śledztwo, którego wynikami pochwalił się w artykule. Efekt: Magda. M nie istnieje. To „fake” – fałszywka. Wstrząsające!  Do tego stopnia, że dziennikarze zaczęli spekulować – w komentarzach pod tekstem, na Twitterze i na blogach – czy Magda to aby nie agent Tomek w facebookowej spódnicy, służby usiłujące przeniknąć środowisko dziennikarskie, by poznać panujące w mediach stosunki (Klaudiusz S. i Magda M. dużo o tym rozmawiali).

Ja też jestem wstrząśnięta, ale Czytaj dalej »

Szmata do kominka

Znany bloger oburzył się na dziennikarzy i teraz – po małpie w czerwonym – mamy hienę w czerwonym. Hieną jest podobno operator TVN24, który zostawił włączoną kamerę, gdy Mikołaj Przybył, wojskowy prokurator z Poznania, poprosił dziennikarzy o chwilowe wyjście z konferencji prasowej. Następnie prokurator postrzelił się w głowę. Są też szmaty – dziennikarze, kamerzyści i fotoreporterzy, którzy wbiegli do pokoju. I zajęli się swoją pracą.

Są szmatami, bo jakoby wszyscy powinni pomagać rannemu (a zajęło się nim – o zgrozo – tylko dwóch). Jak kilkanaście osób ma jednocześnie pomagać jednej osobie? Co konkretnie mieliby robić? Niech krytycy rozpiszą role. Ale niech pamiętają, że Czytaj dalej »

Jedna nominacja za dużo, jeden wstyd za mało

Chlipiący prezenterzy oraz rozemocjonowane prezenterki licytujące się z kolegami, kto bardziej płakał, kto zemdlał, kto miał trudniej – jak dziś pamiętam materiał wyemitowany w TVN24. Stacja przygotowała wspomnieniowy reportaż w związku z katastrofą smoleńską. Nie, nie o wdowach i wdowcach, nie o osieroconych dzieciach, nie o szczątkach tupolewa. O samej sobie.

Oglądałam to autopromocyjne dzieło i czułam niesmak. Do końca dotrwałam z trudem i chyba tylko ze względów zawodowych, bo przecież nie w nadziei, że może pod koniec nie będzie tak żenująco. Podobne odczucia mieli znajomi dziennikarze, którzy oglądali ten program. Znajomi nie-dziennikarze zresztą też. Wszyscy mieliśmy poczucie, że coś tu jest nie tak, że robienie programu o tym, jak Czytaj dalej »

Dziennikarze pożerają autorytety

Marcelina Szumer: – Gdy słyszę „etyka dziennikarska” myślę: nieautoryzowanie wypowiedzi, budzący wątpliwości sposób zdobywania materiałów, naginanie prawdy. A co z zapraszaniem przez dziennikarzy innych dziennikarzy jako ekspertów? W ten sposób komentarze stają się coraz bardziej powierzchowne. Czy to też nieetyczne?

fot. Radosław Cetra

Profesor Magdalena Środa: – Nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka, to złożony problem. Pewne zachowania dziennikarzy są rzeczywiście sprzeczne z uznanymi – nawet przez samo środowisko – postulatami etyki, inne wynikają z obniżenia standardów zawodowych, jeszcze inne z przemian w obrębie kultury masowej i zapotrzebowania zarówno na tabloidy, jak i na dziennikarskich celebrytów.

Co jest gorsze?

– Ktoś, kto nie autoryzuje wywiadu lub tekstu, postępuje w niezgodzie z jedną z najważniejszych norm etycznych, obniża tym samym zaufanie i do siebie, do pisma i do zawodu. Ktoś kto nie przygotowuje się do wywiadu jest po prostu złym dziennikarzem, choć nie zawsze oznacza to, że jest „niemoralny” czy nieskuteczny. Bywa, że nieprzygotowane wywiady wypadają czasem lepiej i oryginalniej, niż te dobrze przygotowane…

A gdzie kończy się warsztat pracy dziennikarza, a zaczyna wymądrzanie, gwiazdorzenie?

– Wymądrzanie się wynika z nowej funkcji dziennikarstwa jaką jest władza medialno-polityczna. Media pomału stają się już nie czwartą, a pierwszą władzą. Dziennikarz często występujący w telewizji i będący jakimś tam autorytetem w zakresie informacji medialnej, uważa się za autorytet w każdej innej dziedzinie, nawet za polityczny czy moralny.

Choć niekoniecznie nim jest.

– To zjawisko można nazwać „pożeraniem Czytaj dalej »

Nagroda to znak, że nie jest sam

Nie wiedziałam, że Andrzej jest tu taką gwiazdą. I pewnie spodziewał się, że będę miała tremę, bo tu takie grono wybitnych polskich żurnalistów – mówiła nam żona Andrzeja Poczobuta, dziennikarza „Gazety Wyborczej”. Aksana Poczobut odebrała za niego nagrodę radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego. Laureat nie mógł przyjechać na odbywającą się w warszawskiej Zachęcie galę. Poczobut, działacz mniejszości polskiej na Białorusi, spędził w tym roku w areszcie prawie trzy miesiące. Sąd skazał go na trzy lata więzienia za rzekomą obrazę prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Wyrok jest w zawieszeniu, ale dziennikarz ma zakaz opuszczania kraju. – Dlatego ta nagroda to coś wielkiego, wierzę, że pomoże Andrzejowi i innym dziennikarzom walczącym o wolną Białoruś. Dla Łukaszenki to znak, że Andrzej nie jest sam, że nie został zapomniany – mówiła nam Aksana Poczobut.

Andrzej Poczobut

Andrzej Poczobut

Przyznawana od 7 lat nagroda to jedno z najbardziej prestiżowych polskich wyróżnień dziennikarskich. Co roku trafia w ręce dziennikarza, który „ma odwagę łamać stereotypy, wykraczać poza schematy i odkrywać to, co wcześniej ukryte”, taka była bowiem definicja dobrego dziennikarstwa wyznawana przez zmarłego w 1995 roku Andrzeja Woyciechowskiego – dziennikarza, artysty i założyciela Radia Zet.

Tegoroczna gala, która odbyła się 16 listopada, przyciągnęła tłumy znanych dziennikarzy, publicystów i prezesów polskich mediów. Gości witał były prezydent Aleksander Kwaśniewski, wspomnienia Woyciechowskiego czytała Krystyna Janda i Marek Kondrat. Nawet Grzegorz Hajdarowicz, właściciel Rzeczpospolitej, Uważam Rze i Przekroju, zamienił swą kolorową brazylijską koszulę na elegancki garnitur, a budząca zainteresowanie rodzimych paparazzi Janina Paradowska pozowała do zdjęć z Moniką Olejnik (obie w sukienkach przed kolano). Była też Kora ze swoim psem. Czytaj dalej »

Presspublica: każdy tytuł zachowa swoje spojrzenie

Nowy naczelny, 12 milionów strat finansowych spółki i oszczędności na odchudzeniu jej władz, a także utrzymanie linii redakcyjnych pism należących do Presspubliki – to najważniejsze informacje, jakie usłyszeliśmy podczas konferencji prasowej Grzegorza Hajdarowicza w siedzibie Rzeczpospolitej.



Po pierwsze właściciel wydawnictwa uciął spekulacje na temat ewentualnych zmian na fotelu redaktora naczelnego. Pawła Lisickiego zastąpił Tomasz Wróblewski, który w połowie października został wiceprezesem Presspubliki, a wcześniej był szefem Dziennika Gazety Prawnej. Lisickiemu zaproponowano pozostanie na stanowisku naczelnego Uważam Rze. Odmówił, ale odejdzie dopiero wtedy, gdy pojawi się jego następca. Czytaj dalej »

Jesień mediów przyniesie stare obawy i nowe tytuły


Wrzesień w mediach drukowanych wart będzie uwagi. Zamknięcia transakcji i pierwsze numery zaangażowanych politycznie pism, które stworzono w kontrze do biznesowych przejęć: Gremi Media ma sfinalizować zakup udziałów w Rzeczpospolitej, na co „Gazeta Polska” odpowiada własnym dziennikiem, być może pojawi się też nowy tygodnik kojarzony z prawicą – Wprost Przeciwnie.

Czytaj dalej »

Zamach pianką na Murdocha trywializuje aferę dotąd poważną

Rupert Murdoch uchylający się przed atakującą go pianką do golenia – taki obraz giganta mediów ustawił go w jednym szeregu tabloidowych bohaterów, którzy codziennie wylewają się z należących do News Corporation gazet.

To smutne spostrzeżenie, bo afera podsłuchowa i historia News of the Word zasługują na dużo większą powagę, niż krzykliwe tytuły i zdjęcie Wendi Murdoch. Przecież to ona własnym ciałem ochroniła męża, a potem próbowała znokautować napastnika.

Dodajmy do tego (ale tylko dodajmy, bo prawdziwą bohaterką mediów jest przecież Wendi, nie napastnik), że atakującym był komik.

Tak oto historia z wysokich progów komisji Izby Gmin (jaki kraj, takie gminy i ich progi) zeszła do poziomu magla w suterenie.

Przyczajony różowy tygrys Wendi rzuci się za ułamek sekundy, by chronić bezbronnego Ruperta, do którego zresztą należy The Sun

Z tego poziomu Rebekah Brooks, była naczelna byłego News of the Word lub Andy Coulson, jej następca na tym stołku – oboje aresztowani – zaczynają wyglądać trywialnie niczym złe postacie sitkomu (podobnie jak osiem innych osób, zatrzymanych w sprawie podsłuchów i korumpowania policji).

Jest też pozytywny bohater, ale on już nie żyje – Sean Hoare, były reporter News of the Word, który ujawniał szczegóły na temat podsłuchów. Został znaleziony martwy przed swym blokiem (choć policja uspokaja, że nie ma szczególnych podejrzeń co do przyczyny śmierci).

Każda z tych osób i historii to prawdziwy murdochowy temat. Czyli idealny, by sprzedać go wielkimi literami tabloidów. Tak dużymi, że z Polski zauważamy raczej te sensacyjne tytuły, niuanse giną nam w szczegółach.

A szczegóły są takie, że komik Jonnie Marbles (pseudonim Jonathana May-Bowles’a) jest typem anarchistycznego performera, rzucającego pianką także w innych celebrytów. – Zrobiłem to w imieniu Czytaj dalej »