Znalezione w kraju

Z piłką nie zaszczeka

ZNALEZIONE. Pies chwycił w zęby piłkę wykopaną za ogrodzenie boiska i uciekł z nią. Piłkarze musieli rozegrać mecz piłką rezerwową. Do zdarzenia doszło podczas meczu w klasie okręgowej w Grębowie.

O sprawie doniosło kieleckie Echo Dnia.

Alarm w śmieciach

ZNALEZIONE. Radioaktywny pampers postawił na nogi załogę łódzkiej sortowni śmieci, poinformowano też Miejski Sztab Zarządzania Kryzysowego i Polską Agencję Atomistyki. Alarm wywołały czujniki umieszczone w bramie, gdy przejeżdżała przez nią śmieciarka. Podczas przeszukania zawartości ciężarówki – w wydzielonej strefie – trafiono na promieniujący pampers dla dorosłych. Prawdopodobnie używająca go osoba przechodzi leczenie radiologiczne. To nie pierwszy alarm wywołany w łódzkiej sortowni przez radiaktwnego pampersa.

Czytaj więcej w Expressie Ilustrowanym

Lata za loda

Ciepły lód wartości 1,10 złotych padł łupem złodzieja, który wybił otwór w szybie delikatesów w Gryficach. – Następnie mężczyzna oddalił się z miejsca zdarzenia w nieznanym kierunku – relacjonuje policja. – Powrócił z młotkiem, którym usiłował powiększyć otwór. Został natychmiast zatrzymany.
Za kradzież z włamaniem 28-latkowi grozi do 10 lat więzienia.

Czytaj więcej w Głosie Szczecińskim

Znikająca babcia

Kto by się spodziewał, że babunia w moherowym berecie jest tak cwana. To ostatnia osoba, którą można by było o coś podejrzewać – mówi pracownica jednego z wrocławskich hoteli. Od kilku lat za darmo sypiała w nich 74-letnia Irena K. z 39-letnią córką Ewą.

Panie mówiły w recepcjach, że zostały okradzione i za pobyt zapłacą później. Irena K. opowiadała też, że za kilka dni będzie mieć operację. Wszystkim było jej żal. Po nocy lub kilku dniach kobiety uciekały.

Ostatnio spędziły pięć dni w hotelu Akira we Wrocławiu. Gdy zniknęły, manager wysłał maila do kilkudziesięciu hoteli i hosteli w mieście z opisem duetu. – Zdążyły wypatrzyć sobie hotel Bugatti. Kiedy jego pracownicy dostali maila, panie siedziały w recepcji – opowiada manager Akiry. – Zawiadomiłem policję.

Gdy funkcjonariusze chcieli zabrać Irenę K., starsza pani oświadczyła, że właśnie umiera. Policjantów nie oszukała, zresztą nadal żyje – obecnie kobiety co kilka dni muszą stawiać się w komisariacie.

Ofiarami oszustów padają nie tylko hotele, ale i restauracje. Wspomina Henryk Samojedny, szef kelnerów z Dworu Polskiego we Wrocławiu: – Trzy lata temu mieliśmy klienta, który zamówił kotlet schabowy i piwko. Potem poszedł do ubikacji i uciekł przez małe okienko.

Więcej czytaj w Gazecie Wrocławskiej.

Uwięziona przez aparat

Byłam przerażona – opowiada kobieta, której pierś na pół godziny zaklinowała się w mammografie. – Nie wiedziałam, jak się zachować, a ściśnięta pierś bolała – wspomina 60-latka z Górnej, która na badanie przyjechała do łódzkiej poradni. – Martwiłam się, aby coś nieprzewidzianego i gorszego mi się nie stało. Obsługa sobie w końcu poradziła.
Profesor Zbigniew Morawiec, wojewódzki konsultant ds. chirurgii onkologicznej, mówi, że nigdy dotąd nie słyszał o podobnym przypadku. – Pacjentka miała niesamowitego pecha – uważa profesor.

O uwięzionej donieśli reporterzy Expressu Ilustrowanego

Slipy to nie strój dla prezydenta

Podawał się za Putina, ale miał na sobie tylko slipki, więc nietrudno było zauważyć, że kłamie. Zwłaszcza że przed supermarketem w Głogowie pojawił się już o 4:3o rano. Zsiniały z zimna mężczyzna chciał w samych majtkach zrobić zakupy w zamkniętym sklepie. Nic dziwnego, że zainteresowała się nim ochrona. Wezwanym policjantom nie chciał ujawnić tożsamości, aż w końcu oznajmił, że jest Władimirem Putinem, prezydentem Rosji. Funkcjonariusze byli na tyle czujni, że nie dali mu wiary. Zwłaszcza że rzekomy prezydent śmierdział alkoholem. Przewieziono go do izby wytrzeźwień, a następnie do szpitala na obserwację psychiatryczną. Ustalono też prawdziwe personalia mężczyzny, które nie były zbieżne z podanymi przez niego pod sklepem. Funkcja też się nie zgadzała – 21 lutego Putin jest premierem Rosji, nie prezydentem.

O zdarzeniu napisała Gazeta Lubuska.

Może zarobi też na mapę?

Do Łodzi przyjechał z Warszawy gitarzysta, który niespecjalnie potrafi grać na gitarze (instrumentowi zresztą brakuje jednej z sześciu strun). Młodzieniec liczy na datki, bo chce zarobić na wyjazd nad morze. Nie wiadomo jednak, dlaczego z Warszawy nie pojechał na przykład do Torunia lub Bydgoszczy. Strażnicy miejscy ukarali go mandatem za zaśmiecania miasta.

Gitarzystę zauważył reporter Expressu Ilustrowanego.

Owoc złego

Mimo że ekspedientka walczyła, nie udało jej się odebrać jabłka, za które klient nie zapłacił ani grosza. 63-letni mężczyzna, wychodząc ze sklepu w Zakrzówku (lubelskie), wziął sobie jabłko. Ekspedientka upomniała go, aby odłożył towar. Mężczyzna nie zareagował. Kobieta usiłowała wyrwać mu owoc, ale klient odepchnął pracownicę i uderzył ją drzwiami, po czym zablokował wejście od zewnątrz, co uniemożliwiło ekspedientce pościg. Kobieta wezwała więc policję, która schwytała sprawcę.

O zdarzeniu pierwszy napisał Kurier Lubelski

Sprawna akcja policji

10 pączków i dwa kefiry zrabowano mężczyźnie w Lublinie. Napad miał miejsce w środę przed Tłustym Czwartkiem. Młody mężczyzna wracał z reklamówką z pracy, gdy powaliło go dwóch napastników. Zabrali torbę i uciekli. Przypadkiem chwilę później ulicą jechał radiowóz. Policjanci ruszyli na pomoc i przeszukując okolicę zauważyli dwóch uciekających mężczyzn. Funkcjonariusze dogonili ich, aresztowali, zaś pokrzywdzonemu – zwrócili zakupy.

O napadzie czytaj w Kurierze Lubelskim

Koc w pianie

Dwa zastępy opolskich strażaków gasiły koc na Hubala. Ogień został ugaszony za pomocą jednej gaśnicy. Nikt nie ucierpiał.

Więcej w Nowej Trybunie Opolskiej