Posts Tagged ‘czytelnik’

Ekstranews w okowach szczęścia

Użytkownik Internetu, szczególnie social media, czuje się dobrze poinformowany, przy czym słowo „dobrze” oznacza tu ciepłą falę pozytywnych wiadomości. Newsy negatywne stanowią bowiem zaledwie ułamek informacji wymienianych między znajomymi poprzez Facebook, Twitter, Instagram, Snapchat itp. Dominują wiadomości proste, zrozumiałe, zachęcające do konwersacji i do dalszego przesyłania. W ten sposób funkcją mediów internetowych staje się przede wszystkim rozrywka, która pomaga użytkownikom w ucieczce od realności do roześmianej, sieciowej społeczności.
Treści, po których serfują internauci, przygotowane są zarówno przez użytkowników, jak i przez profesjonalne media, które produkują ciekawostki wg. receptur stosowanych wcześniej przy tworzeniu kiczu. Głównym wymogiem wobec owych medialnych „ekstranewsów” jest wysoka „rozsyłalność”. A jako że pojemność Internetu wydaje się nieograniczona, to strumieni „ekstranewsów” jest tak dużo, iż łańcuch udostępnień staje się raczej okowami: przygniata użytkownika nadmiarem, zmusza do poszukiwania segregatorów wiadomości.
Jakich „ekstranewsów” pożąda internauta, a jakie otrzymuje? Co daje mu radość i dlaczego czasem chce być smutny? Mechanizmom poczucia szczęścia w obszarze nowych mediów poświęcone będzie moje wystąpienie podczas konferencji naukowej „Kicz w języku/komunikacji”, organizowanej przez Katedrę Współczesnego Języka Polskiego na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego.
Konferencja odbędzie się 19-20 maja (wtorek, środa) 2015 roku w Centrum Szkoleniowo-Konferencyjne UŁ, ul. Kopcińskiego 16/18.
Referat pt. „Ekstranews w okowach szczęścia” wygłoszę 20 maja, w środę, o godz. 12:00.

Zapraszam!

Paweł Wieczorek

Follow me on Academia.edu

Instagram

Follow Pably_pl on Twitter

Czytelnik pozna plany redakcji, a konkurencja nie, bo jej nie ma

Regionalny dziennik szwedzki Norran uruchomił narzędzie o nazwie eEditor. To komunikator, poprzez który publikowane są redakcyjne plany na dany dzień, czytelnicy zaś sugerują poprawki i zadają pytania.

Według Anette Novak, redaktor naczelnej dziennika, eEditor zupełnie zmienił miejsce gazety na lokalnym rynku. Po zaangażowaniu czytelników w proces tworzenia dziennika znacznie wzrósł ruch na jego stronie internetowej i na Facebooku, co z kolei przyciągnęło więcej reklamodawców. Zwiększyła się też sprzedaż gazety.

Dlatego pomysł z eEditorem traktowany jest w Norran nie tylko jako sposób uatrakcyjnienia treści w gazecie, ale także jako narzędzie biznesu wydawniczego.

Dziennik ma sto lat, sprzedaje się w około 30 tysiącach egzemplarzy, wydawany jest w północnej Szwecji w mieście Skellefteå. Gazeta nie ma na poważnej lokalnej konkurencji, zapewne dlatego może otwarcie w internecie dyskutować o swoich planach.

wiec

Prognozy są łaskawe dla drukowanych gazet, ale też chętnie zerkają w stronę internetu

Internet pożera czytelników prasy drukowanej, ale nie jest w stanie zjeść wszystkich, poza tym niektóre treści są dla sieci niestrawne. Mało tego: media elektroniczne i druk muszą nauczyć się żyć wspólnie, bo tylko wtedy wilk będzie syty, a owca cała. Z grubsza takie są prognozy, szczegóły poniżej.
W USA reklamy w mediach elektronicznych (do których zalicza się nie tylko internet, ale i komórki oraz tablety) warte będą w 2015 roku 2,8 miliarda dolarów (w 2010 roku: 1,1 miliarda dolarów).
To obliczenia z raportu firmy PricewaterhouseCoopers „Global Entertainment and Media Outlook: 2011-2015”.
Prenumeraty internetowe (subskrypcje) mają wynieść 319 milionów dolarów, przy 150 milionach w 2010 roku. Wbrew czarnym scenariuszom nie ma jednak mowy o likwidacji drukowanej prasy. W 2015 roku obroty w tej branży sięgną 25,1 miliardów dolarów, przy wzroście 3,5 procenta rocznie. Nadal jednak będą poniżej obrotów z 2007 roku (wtedy wyniosły one 25,4 miliarda dolarów).

Wielu czytelników jeszcze przez lata wybierać będzie papier, zamiast sieci (fot. WikimediaCommons)

Nie jest bowiem łatwo odbić się od dna. Na przykład obroty z reklam po spadku o 26,8 procent w latach 2007-2009, dopiero w 2010 roku poszły do góry i to zaledwie o dwa procenty.
Niedofinansowanie drukowanych pism sprawa, że rynek medialny nie jest stabilny i wciąż szuka zabezpieczenia w rozwijaniu przedsięwzięć internetowych.
Szczególne niebezpieczeństwo – według  raportu – czyha na czasopisma lifestylowe i o celebrytach. Informacje w nich zawarte są bowiem łatwo dostępne w darmowych źródłach w internecie.

 

Klikając w papier najwyżej pobrudzisz sobie palec drukarską farbą

Bezpłatny dziennik Agory „Metro” od dwóch dni ukazuje się w nowej makiecie. Według redaktora naczelnego gazety taki układ „lepiej odpowiada stylowi życia czytelników, lepiej oddaje charakter gazety i nawiązuje do grafiki internetowej”.

Przeglądam egzemplarz wydany po nowemu i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z tym stylem życia coś musi być nie tak – „Metro” jest brzydsze. Nowy układ artykułów na stronie to raczej wskazówka, że nie wszystkie rozwiązania, które świetnie funkcjonują na stronach internetowych, sprawdzają się w gazecie.

Nawet dobre zdjęcia umieszczane na jednakowej wysokości zlewają się i nie zwracają uwagi czytelnika. To samo dotyczy artykułów: wcześniej były łamane różnorodnie, teraz drukowane są na obszarach przypominających identycznych rozmiarów ramki i trudno zorientować się, gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi. W Internecie to działa, na papierze niekoniecznie.

Polacy gustują w przerywniku na „k…”. „Metro” (odpowiadając na ich styl życia?) też wprowadziło przerywnik-odnośnik: na żółtej strzałce przy niektórych tekstach pojawia się napis „klik”. Wyraźne, ale na papierze nieco groteskowe, „nawiązanie do grafiki internetowej”.

Zdumienie ogarnęło mnie też, gdy trafiłam na rubrykę „Wczoraj się czytało”, która zawiera cytaty z innych mediów. Tytułowy zwrot czyta się tak niezgrabnie, że do dziś zgrzytam zębami.

Nowe „Metro” ma też dobre strony. Przejrzyście prezentuje się dział Nieruchomości – zdjęcia są duże, a niebieskie nagłówki uspokoiły mnie po szoku pierwszych stron. Kultura zrezygnowała z długich blach tekstu – teraz krótsze czyta się znacznie lepiej.

Ogólne wrażenia mam jednak kiepskie. Zmartwił się też chyba papier, na którym drukowana jest gazeta –  schudł jakoś i poszarzał. Teraz blednie na nim nawet czerwone logo „Metra”.

– Marcelina Szumer