Posts Tagged ‘reportaż’

Gdy ktoś nas zapewnia, że „z przyjemnością” przesyła książkę o masowych morderstwach, brzmi to nieco perwersyjnie

Jednym z wielu uroków pracy w redakcji jest otrzymywanie dziesiątek książek z darmową dostawą „na biurko”. Czasem przesyłają je sami autorzy, częściej wydawcy lub specjaliści od promocji liczący na pozytywną recenzję (lub jakikolwiek – wydrukowany w gazecie – objaw zainteresowania w myśl zasady, że lepiej, żeby pisali o nas źle, niż wcale). Do takich książek zawsze dołączony jest grzecznościowo-promocyjny list. Powitanie, a jednocześnie streszczenie książki, bo dziennikarz to przecież zapracowana istota i nie ma na czytanie czasu. Marketingowo – nie przeczę – słuszne posunięcie. Ale pod jednym warunkiem: że po takim liście od wydawcy dziennikarz jeszcze w ogóle będzie miał ochotę przeczytać książkę. Ja nie miałam

„Szanowna Pani Marcelino, z przyjemnością przesyłam [tu tytuł i nazwisko autora], wstrząsającą opowieść o morderstwach ciągle dokonywanych na młodych dziewczynach w Meksyku”

Rozumiem kurtuazyjny zwrot „z przyjemnością przesyłam”, ale czy w zestawieniu z „wstrząsającą powieścią o morderstwach” nie brzmi on nieco dziwnie? Średnio ufam osobie, która coś takiego przesyła mi „z przyjemnością”. Wolałabym, żeby po prostu mi ją przesłała.

„Autentyczna historia, która poruszy każdego czytelnika. Mimo, że dramatycznymi losami bezbronnych kobiet zainteresowała się nawet Amnesty International, to jednak nic nie zapowiada końca tej tragedii. Autorka przedstawiła prawdziwą historię dziewcząt, które spotkała śmierć”

To w końcu powieść i fikcja literacka, czy autentyczna historia – reportaż? Też słyszałam o porwaniach młodych kobiet w Ameryce Południowej, chciałabym wiedzieć, czy autorka wie o nich coś więcej. Może była na miejscu? Skąd zna „prawdziwą” historię? Kolejne zdania opisu wszystko gmatwają, podobnie jak załączony do listu biogram autorki – domatorki  miłośniczki kotów, psów, sałaty.

Oczekiwałabym jasnego wytłumaczenia, o co z tą książką chodzi. Że pisarkę poruszyły wydarzenia w Meksyku, więc nich napisała. Że co prawda nigdy tam nie była, ale informacje zbierała za pośrednictwem Amnesty International. Gdyby do listu był też załączony mniej infantylny biogram (wyznania rodem z konkursów piękności nie pasują do powieści o zabójstwach i tragedii). Wtedy pewnie bym tę książkę przeczytała. Nie przeczytałam.

Marcelina Szumer