Czwarty upadek dziewczyny w czerwonej kurtce

Egzorcysta dmuchnął w mikrofon, by tchnąć Ducha Świętego. Wtedy odezwał się tajemniczy chichot. – Podczas mszy mogą pojawiać się różne odgłosy – uprzedzał wcześniej ksiądz. – Nie należy się ich bać. Krzyki szatana znaczą, że słabnie.

W sobotę po zmierzchu kościół w Pajęcznie (łódzkie) pęka w szwach. To członkowie Wspólnoty Przymierza Rodzin Mamre. O ich spotkaniach mówi się, że można tam doświadczyć obecności piekielnych mocy.

Przewodniczący nabożeństwu ksiądz Włodzimierz Cyran, egzorcysta diecezji częstochowskiej i moderator wspólnoty, opowiada, że świat toczy się prosto w kierunku piekła, a dzień sądu będzie dla grzeszników dniem ciemności.

Gdy pod koniec mszy wypowiada formułę konsekracji, przez kościół przebiega świdrujące, wronie krakanie. A gdy egzorcysta dmucha w mikrofon, by tchnąć Ducha Świętego, w lewej nawie odzywa się tajemniczy chichot.

Po chwili w całym kościele słychać już tylko głuche tąpnięcia padających raz za razem ciał. Tuż przy ołtarzu leży nastolatka w czerwonej kurtce. Ma na imię Manuela. Upadek, czyli tzw. spoczynek w Duchu Świętym, zaliczyła już po raz czwarty w życiu.

Po przerwie ksiądz Cyran musi tchnąć Ducha Świętego na członków wspólnoty – trzydziestu młodych ludzi oraz kilkunastu księży ustawia się w kolejce. Natchnieni Duchem sami będą uzdrawiać. Nie każdy to wytrzymuje. Raz po raz ktoś upada na podłogę, jakiś młody kapłan zaczyna łkać egzorcyście w rękaw.

Tłum wokół Cyrana się zagęszcza. – Odejdź od niej Azazelu, Lucyferze i Belzebubie. Diabły wszystkie idźcie sobie do piekła zaraz – mówi ksiądz Cyran do dziewczyny stojącej w kolejce. Kobieta leży na podłodze, po każdym słowie wstrząsają nią konwulsje. – Zostaw ją czarowniku, z którym miała kontakt – rozkazuje.

Jeden z łódzkich licealistów wrócił ze mszy Mamre mocno przestraszony. – W pewnym momencie ksiądz wezwał szatana, żeby się ujawnił – wspomina nastolatek. I wtedy jakaś kobieta tuż za nim męskim głosem ryknęła „Nieee!”.

Ksiądz Włodzimierz Cyran nie chce rozmawiać z prasą. Na wiadomość, że na terenie świątyni jest dziennikarz, przerywa egzorcyzmy i nakazuje natychmiast wyjść.

Dziewczyna, która w kruchcie je kanapkę, krzykami szatana na mszy się nie przejęła. – Tak, rzeczywiście coś było słychać, ale czy na pewno krakanie? Chyba raczej krzyk. Po pewnym czasie nie zwraca się uwagi na takie rzeczy – tłumaczy i przełyka ostatni kęs. – Albo ktoś się wygłupiał, bo i takie przypadki się zdarzają.

Czytaj więcej w Dzienniku Łódzkim.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Drukuj
  • email
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Pinger
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz

Skomentuj

*